www.zulukuki.com

BLOG, KTÓRY OBECNIE PRZEGLĄDASZ JEST NIEAKTYWNY OD DŁUŻSZEGO CZASU. JA NADAL PISZĘ I MAM SIĘ DOBRZE. ZAPRASZAM NA MOJĄ STRONĘ: WWW.ZULUKUKI.COM
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W krainie przemyśleń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W krainie przemyśleń. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 stycznia 2014

Jesteś podróżnikiem.

BLOG NIEAKTYWNY. WSZYSTKO CZEGO POTRZEBUJESZ ZNAJDZIESZ NA MOIM NOWYM BLOGU WWW.ZULUKUKI.COM


Jesteś podróżnikiem.


Od najmłodszych lat swoje pierwsze kroki stawiasz, wkładając do życiowego plecaka swoje pierwsze doświadczenia. Są one wynikiem doświadczeń Twoich pierwszych przewodników - rodziców, którzy dzieląc się wskazówkami mają nadzieję, że przez życie będziesz szedł właściwą drogą, omijając zawiłe szlaki, których ominąć nie udało się im.
Przychodzi czas, w którym wskazówki pierwszych przewodników mimo, że wydają się być praktyczne to już nie są dla nas tak cenne jak próbowanie własnych sił oraz próby odnalezienia grupy podobnych Tobie podróżnych, z którymi wspólnie wyznaczycie sobie kierunek.
I tak jest przez lata. Nowi podróżnicy, nowe grupy, nowe miejsca. A doświadczenie zebrane w plecaku jako niezbędny ekwipunek pozwala wyznaczać sobie kolejne trasy do pokonania.

darmowy hosting obrazków

Jesteś podróżnikiem.
To jest Twoja podróż, w której to Ty podejmujesz decyzje. Lecz niezależnie jak bardzo czujesz się osobą sprawczą na tej trasie to nie jesteś w stanie przejść jej sam.


Każdy kolejny kierunek, który obierasz na trasie to Ty oraz inni podróżni, którzy w różnej postaci zostawili coś od siebie w Twoim plecaku. Mogło to być ich własne doświadczenie, ale równie dobrze sama obecność, w którymś z etapów Twojej podróży. Często nie zdajemy sobie sprawy (i może nawet nie chcemy) jak wielki wpływ mieli na nas inni ludzie, którzy w pozytywny lub negatywny sposób zaistnieli w naszym życiu. Heh... w sumie jeśli chodzi o negatywne aspekty nas samych to lubimy sobie znaleźć ich winowajców na naszej własnej historycznej osi czasu. Gorzej z tą pozytywną stroną. Łatwo jest zapamiętać przyswojenie takich umiejętności praktycznych jak np. szycie i znaleźć gdzieś w pamięci te osoby, które nam pomagały z nauką. Za to jeśli chodzi o umiejętności interpersonalne wielu z nas ich istnienie zamyka prostym zdaniem "taki/a już jestem". To zdecydowanie prawda, ale nie wszystko to wynik natury i choć kształtowanie się naszych cech to proces, który trwa całe życie, nie zwracamy uwagi na to, że są one wynikiem udziału innych ludzi w naszym życiu.
Dla mnie to wystarczający powód by być wdzięcznym społeczeństwu za to jak wpłynęło na mój rozwój, by starać się robić coś w kierunku rozwoju innych. Takie dobro za dobro. I za zło także - bo przecież takie doświadczenia uczą, możliwe nawet, że bardziej jeżeli potrafimy w odpowiedni sposób wyciągać wnioski i na ich podstawie iść dalej.
Swoją podróż możesz widzieć w różny sposób.
Jako podróż samotnika.
Jako członka większej grupy.
Przez innych ludzi Twoja podróż także będzie wyglądać różnie. Często efekty Twoich doświadczeń będą zmieniać ich punkt widzenia. Jedni będą widzieć jak się od nich oddalasz.


Inni zupełnie odwrotnie. Kwestia tego byś sam pośród różnych kierunków się nie pogubił.
Można iść po swojemu i nadal byś częścią czegoś większego.

darmowy hosting obrazków

 Ale także można iść po swojemu czując, że ma się blisko siebie coś, ale daleko temu do ludzi.


By po czasie zdać sobie sprawę, że nam samym też do nich daleko.
Można by było pomyśleć, że moja własna droga jest za krótka, by móc pisać w ten sposób. To nie mądrość życiowa. To doświadczenie innych osób, które zostawiły część ich w moim plecaku, gdy po swojemu przez życie szedłem.


.zulu kuki  

__________________________

Za zdjęcia odpowiedzialny Mateusz Dębowski (strona) któremu ogromnie dziękuję po raz kolejny.

środa, 1 stycznia 2014

Własne kroki na własnej życia drodze.

BLOG NIEAKTYWNY. WSZYSTKO CZEGO POTRZEBUJESZ ZNAJDZIESZ NA MOIM NOWYM BLOGU WWW.ZULUKUKI.COM

Jak to jest?
Jak to jest, że pośród nas jest tak mało ludzi, których motywacją do działania jest czysta w formie chęć stworzenia czegoś? Może za idealistycznie podchodzę do świata poszukując w ludziach chociażby pierwiastka z artystów? A może… a może to po prostu irytacja wynikająca z rozmów z młodymi ludźmi, którzy swoje życiowe ruchy widzą najczęściej w opcji "nie chce mi się", "to jest bez sensu", "nie będę robił z siebie idioty", "nie opłaca mi się to", i tak dalej… 


darmowy hosting obrazków

To niesamowite jak wielki wpływ na ludzi mają… inni ludzie i to co sobie o nas pomyślą. Albo to co myślimy my, że pomyślą sobie o nas inni… Jak często sama ta myśl blokuje i gasi nawet największe chęci. 


darmowy hosting obrazków
darmowy hosting obrazków

Potrzebujemy ludzi. Potrzebujemy żyć pośród ludzi. Jesteśmy przecież zwierzętami społecznymi. Ale czy potrzeba akceptacji jest aż tak silna by ściągać całą paletę barw, którą otrzymaliśmy pod nazwą osobowość? 


darmowy hosting obrazków

Każdy z nas w swoim życiu ma własną drogę do przejścia i niezależnie jak byś nie żył/a to drogę tą musisz przejść Ty nie opinia innych ludzi. Ona może kroczyć za Tobą ale czy warto ufać jej tak bardzo by powierzyć jej wyznaczanie swoich szlaków?

darmowy hosting obrazków
darmowy hosting obrazków
darmowy hosting obrazków
darmowy hosting obrazków
darmowy hosting obrazków

Spróbuj zostawić drogi szybkiego ruchu i przejść się przez życie udeptując własne ścieżki. By tam natrafiać na drogowskazy w postaci dobrych ludzi jak i być drogowskazem dla innych, poszukujących.
Stawiaj własne kroki na własnej życia drodze.

.zulu kuki

darmowy hosting obrazków

miejsce: Studio Stacja | Gdynia
zdjęcia: Mateusz Dębowski

niedziela, 30 grudnia 2012

" Szczęścia wyznaczniki "

http://veronicakerr.com/wp-content/uploads/2011/03/clover-2.jpg


- To nie - odpowiedział spokojnie do brata, odwracając się i odchodząc. Mimo iż miał rodzeństwo i kolegów na podwórku, także dobrze się czuł bawiąc się samemu.
 Ukucnął w gąszczu trawy i zaczął delikatnie ją przeczesywać swoimi malutkimi dłońmi. 
- Czego tam tak szukasz? - zapytał ktoś ciepłym, damskim głosom.
Głos ten był mu bardzo dobrze znany. Odwrócił głowę do tyłu i spoglądając na postać za nim odpowiedział - Czterolistnej koniczyny mamo. Chcę mieć w życiu szczęście.

- Ahh. Czterolistnej koniczyny? W takim razie Ci nie przeszkadzam, bo to bardzo poważne zadanie. Mam nadzieje, że odnajdziesz swoje szczęście - powiedziała, głaszcząc synka po głowie na pożegnanie, a następnie oddaliła się w stronę domu.

   Chłopiec powrócił do swojego zadania, łapiąc za łodyżkę każdej koniczyny, tak by jej tym samym nie wyrwać z ziemi. Po kilkudziesięciu minutach wytrwałych poszukiwań odnalazł ją. Był z siebie bardzo dumny. Chcąc ją wyrwać zauważył, że jej łodyżka jest jakby zrośnięta z inną koniczyną. Podążając drogą łączenia do samej góry drugiej koniczyny zauważył, że ta także jest czterolistna. Nie mógł w to uwierzyć. 
- Dwie czterolistne koniczyny - powiedział szeptem sam do siebie, spoglądając na swoje znalezisko, błyszczącymi jak świeczki oczami.
   Po chwili fascynacji jego wyraz twarzy diametralnie się zmienił. Oczy z których można było jeszcze przed chwilą wyczytać ogrom szczęścia, zmieniły się we wzrok bystry i przenikliwy. Zamyślony wstał i wyruszył w stronę granicy ich podwórka. Przekroczył ją i przechodząc przez drogę kucnął na tamtejszym trawniku. Tutaj także rozpoczął swoje poszukiwania, ale zupełnie inaczej niż wcześniej. Robił to szybciej, bardziej zdecydowany, widocznie oczekujący szybkiego rezultatu. I po chwili się go doczekał. I w tym momencie jego oczy znów wypełnione zostały promieniem szczęścia. Zaczął skakać z radości po czym szybko pobiegł do domu pochwalić się swoim osiągnięciem rodzinie.
- Spójrz mamo mam ich aż trzy! - mówił szybko, podekscytowany - Od teraz już na zawsze będę miał szczęście w życiu. Jeśli chcesz mogę Ci jedną dać byś i Ty miała szczęście
- O to bardzo miłe z Twojej strony ale czterolistna koniczyna przynosi szczęście tylko temu, kto ją znalazł. Tak więc musisz je wszystkie umieścić w bezpiecznym miejscu i ich nie zgubić - odpowiedziała spokojnie mama, uśmiechając się serdecznie do chłopca.
- Rozumiem - odpowiedział, krótko spoglądając zafascynowany na swoje dłonie, w których znajdował się jego nowy skarb, po czym nie spuszczając z niego wzroku, udał się do swojego pokoju.


   Skarb czterolistnych koniczyn towarzyszył mu przez wiele lat. Gdy spotykało go coś szczęśliwego, tłumaczył to tym, że jest to coś naturalnego skoro ma się czterolistne koniczyny. Gdy jednak spotykało go coś przykrego, twierdził, że to mała przerwa w działaniu koniczyn po to by szczęście było odczuwalne jako coś fajnego. Wierząc, że jest nosicielem szczęścia żył bardzo owocnie, co chwilę próbując nowych rzeczy i spełniając się w nich. Był dorastającym dzieckiem szczęścia. 
Pewnego dnia gdy był już nastolatkiem powracając do domu zaczął wołać swoją mamę. Nie usłyszawszy odpowiedzi, rozpoczął poszukiwania od pokoju do pokoju. Wszedł do jej pomieszczenia, rozglądnął się i mimo, że jej tam nie było, coś zatrzymało go tam na dłużej. Podszedł do łóżka, na którym leżał otwarty atlas na zdjęcia. Podniósł go i nie mógł uwierzyć w to co widzi. Zamiast zdjęć umieszczone były w nim czterolistne koniczyny. Było ich mnóstwo. Na jego twarz wdarł się smutek. Usiadł na łóżku mamy i w tym momencie zauważył, że stoi w drzwiach i patrzy na niego. 
- Czemu jesteś taki smutny? - Zapytała, siadając obok.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że masz ich aż tyle? - zapytał, a jego głosie czuć było żal. - Jeśli Ty masz ich tyle to te moje nie mają jakiegokolwiek znaczenia. Nie są niczym niezwykłym. Nie przynoszą szczęścia. Nie...
- A czy nie miałeś przez te wszystkie lata szczęścia? - zapytała, przerywając synowi jego wypowiedź. 

- No właśnie miałem... ale....
- I wierzyłeś, że coś przynosi Ci szczęście? - spokojny ton ani na chwilę się nie zmieniał.
- Tak... wierzyłem każdego dnia...
- Dzięki temu wszystko wychodziło Ci łatwiej?
- Dokładnie tak! Ale przecież... skoro... 
- Wiesz kochanie kilka lat temu znalazłeś swój skarb, który dał Ci wiarę we własne możliwości i szczęście, dzięki czemu osiągałeś to czego chciałeś. Tak naprawdę największym skarbem jest właśnie ta wiara, że ma się w życiu szczęście. To wiara w siebie i swoje możliwości sprawia, że wszystko przychodzi łatwiej i jest możliwe. 
- Ale... - spojrzał mamie głęboko w oczy, a z jego własnych można było wyczytać zagubienie
- Twoja czterolistna koniczyna jest w Tobie. I będzie tam tak długo do puki będziesz wierzył, że wszystko jest możliwe. Nie trać wiary w siebie i swoje marzenia.


A czy Ty masz w sobie czterolistną koniczynę?

Kuki.

niedziela, 23 grudnia 2012

1,2,3...15,16...20,21...What more can I say ?

Nie wiem jak jest u Was, ale ja np. nie lubię takich wymyślnych świąt jak imieniny. Co to za powód do celebracji? Że rodzice dali nam takie imię, a nie inne? Gdybym intensywnie poszukiwał doznań upijając się wódką, może bym się ucieszył, że jest kolejny powód by ją rozlać po kieliszkach. Z urodzinami jest już trochę inaczej gdyż tutaj daty rodzice nam nie wybrali. Nawet jeśli planowali to w sumie muszą być mega szczęściarzami jeśli idealnie trafili. No ale nie o tym. Tak się zastanawiam czy organizowanie własnej imprezy urodzinowej to sposób by zmotywować znajomych do spotkania czy narcystyczna radość z tego że się urodziliśmy ileś czasu tam temu. Tak, ja też się cieszę, że się urodziłem ale gdybym miał organizować z tego powodu imprezę to w podziękowaniu dla moich rodziców. Za to, że dzięki nim teraz właśnie wystukuje ten tekst i za to w jaki sposób mnie wychowywali. Dlatego właśnie nigdy sam z własnej inicjatywy nie zorganizowałem swojej imprezy urodzinowej. Nie uznaje ich. To tak jak i w przypadku przemijania kolejnego roku kalendarzowego punkt, w którym możemy porównać zmiany jakie zaszły w naszym życiu od poprzedniego check point'u.
Od moich poprzednich urodzin zmieniło się wiele. W sumie... całe życie. Zmieniłem miasto, uczelnie, środowisko, zaczynając wszystko od początku w pewnym sensie. To chyba dla mnie osobiście najbardziej charakterystyczny aspekt mojego życia - nieustannie brnąć w nieznane. Nie mam zamiaru wypisywać miesiąc po miesiącu własnych działań czy osiągnięć. To tak nie działa. Po za tym życie to ciągłość i osiągnięcie jednego elementu jest wyznacznikiem do podążania za kolejnym w nieskończonej układance. Po za rzeczami, które robię i tym samym się w nich niesamowicie spełniam, jest jeszcze wiele elementów, które czekają na odpowiednie połączenie.
Jednym z takich marzeń jest wydanie własnego tomu poezji.
Kwestia czasu. Jak z wszystkim jeśli dążymy do tego sumiennie.
Więc jeśli czegoś pragniesz, nie daj sobie wmówić, że to nie ma sensu.
Moje obecne działania dziś są moimi pragnieniami, które wcześniej wydawały mi się mało możliwe.
Wszystko jest możliwe na tyle na ile Ty w to wierzysz.

Pokój, Miłość, Jedność i Cokolwiek


Kuki.

czwartek, 29 listopada 2012

Haters gonna hate, a Ty? - Twórczość. Publika. Krytyka.

I HATE HATERS
I LOVE HATERS
HATERS GONNA HATE
HATERS GONNA LOVE
HATE HATE HATE HATE HATE HATE HATE !!!

I tak dalej.


   Słowo "Hejter" na stałe przyjęło się do naszej mowy potocznej i jest używane tak często jak tylko jest to możliwe. Kim jest osoba o owym określeniu? Najprościej mówiąc kimś kto podjął się skrytykować naszą twórczość, działalność, zachowanie czy cokolwiek innego związanego z nami. No właśnie! Skrytykować.
   Jeżeli jesteśmy twórcami, artystami i publikujemy naszą aktywność twórczą musimy być przygotowani na to, że każdy z nas jest inny i każdy z nas inaczej naszą twórczość odbiera - zarówno my sami jak ci którzy tylko "patrzą". Jednych to urzeknie i okażą wsparcie, szacunek i podziw. Inni odnajdą w tym błędy, niedociągnięcia i w ich opinii braki, o których postanowią nas publicznie poinformować jako odpowiedź na naszą publiczną aktywność. Następny rodzaj ludzi z jakiś powodów osobistych lub z powodu własnych przekonań co do naszej osoby lub działalności, jest negatywnie nastawiony do naszej publikacji z samego faktu iż jest nasza. W tym wypadku niezależnie od ogólnej opinii na temat naszej twórczości, taki rodzaj człowieka wzniesie się na wyżyny kreatywności by odnaleźć coś co można by było skrytykować i z wielką przyjemnością zrobi to publicznie. Bądź po prostu uprości swoją wypowiedź do publicznego obrażenia artysty.
Hejter?
A czy przypadkiem, jeśli już posługujemy się tym określeniem, każdy z nas w jakimś stopniu nim nie jest?
Czy o wszystkich ludziach wypowiadasz się pozytywnie?
Czy nigdy nie powiedziałeś/aś w rozmowie z kimś, że coś jest słabe (lub inaczej) mówiąc o czyjejś twórczości?
   Tak skonstruowany jest świat, że z jednymi ludźmi lubimy się bardziej, z drugimi mniej, a z trzecimi wcale lub gorzej. Nasze systemy wartości są inne i tak jedne działania sami podziwiamy, inne nas odpychają. Jedni ludzie nam imponują tym co robią, drudzy denerwują, irytują i złoszczą. Jeśli decydujemy się pokazać coś szerszemu gronu to musimy się liczyć z tym, że wśród opinii znajdą się także słowa krytyki.

KRYTYKA.

   Fajnie by było jakby wszyscy wypowiadali się pozytywnie na temat naszych działań nie?
Moglibyśmy jeszcze bardziej patrzeć na siebie jako na coś niesamowitego, bezbłędnego i perfekcyjnego. Gdybym teraz zarzucił komuś z Was narcyzm, to wielu (jak nie wszyscy) by się oburzyło i zaprzeczyło. Ba! Może niektórzy określili by mnie Hejterem :)
   Określanie kogoś "Hejterem" wynika głównie z tego, że ktoś niezależnie w jaki sposób, podjął się krytyki nas i tego co nasze, co w prosty sposób jest niezgodne z naszymi własnymi przekonaniami. By zredukować to wewnętrzne napięcie tłumaczymy sobie (lub i innym także) nadając komuś taką właśnie etykietę. Napięcie zredukowane, ponownie możemy być bezbłędni i zajebiści.
   To nie ma się tylko i wyłącznie do artystów, działaczy i innych osób publicznych. Dziś tak naprawdę osobami publicznymi jesteśmy prawie wszyscy. A to za sprawą tego, że życie najaktywniej spędzane jest na Facebooku i Youtube, gdzie wszelkie nasze aktywności są przez nas odnotowywane, przez krytyków krytykowane, a sympatyków "lajkowane".
   No i właśnie. A czy dostrzegamy w tym wszystkim ten drugi biegun? Ludzi, którzy niezależnie od tego co zrobimy napiszą, że jest super, dadzą palec w górę, czy tam udostępnią niezależnie od tego co to jest. Czemu oni mimo swojej skrajności nie denerwują nas tak bardzo jak ci skrajnie krytykujący? Czemu oni nie dostali przydomku "blind lovers" czy jakiegokolwiek innego? Czemu? Bo z nimi jest nam dobrze. System wartości się zgadza i o to przecież chodzi.





I tak będzie zawsze.
Jedni będą szaleć z zachwytu, inni wyklinać.
Chcesz uniknąć krytyki?
Schowaj się w piwnicy. Ale przedtem upewnij, że nie złapiesz tam żadnego sygnału sieci bezprzewodowej. Bo zaraz na tablicy, na Facebooku będziemy czytać, że odciąłeś/aś się od świata.





Be true to yourself.

Kuki.




niedziela, 23 września 2012

W krainie przemyśleń. Część 4: Podróż. | by Bboy Hitman

Kolejny raz zapraszam Was do spotkania się z przemyśleniami Hitmana.

Podróż.

Na wstępie chciałbym zachęcić Cię do otwierania linków, które znajdują się w moich artykułach. Są to filmy, książki, które tak naprawdę znacznie wzbogacają każdy z artykułów. Samo przeczytanie artykułu nie wywoła zamierzonego przeze mnie efektu - bez przejrzenia tych właśnie odnośników.


Sam tytuł tematu brzmi dość symbolicznie, ale to w sumie chyba dobrze, skoro już sam tytuł pobudza Twój umysł do głębszych przemyśleń. Chciałbym tu opisać pokrótce różnicę między celem, a podróżą do tego celu.

Na początek polecam Wam obejrzenie tego fragmentu filmu pt. “Siła spokoju”:


W środowisku kultury Hip Hop podstawowymi celami są często: szacunek, bycie rozpoznawanym w środowisku, wygrywanie tanecznych eventów, pieniądze. Cele są różne, te wymienione są może nawet przesadzone, bo nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością, bo przecież istnieją ludzie działający dla idei pięknych, by pomagać innym lub po prostu dla własnej satysfakcji. Przesadzone przykłady jednak, są dla mózgu czymś atrakcyjniejszym i być może dzięki temu wasze przemyślenia po przeczytaniu tego, będą choć trochę bogatsze i zapadną Wam w pamięć na dłużej.

“To podróż daje nam szczęście, nie cel tej podróży” Dan Millman

Te słowa zmieniły moje podejście, do tego czym się zajmuję. Mam nadzieję, że pomogą i Tobie.
Każda pasja wymaga ogromnego nakładu pracy i poświęcenia. Robimy to najczęściej by osiągnąć jakiś cel (jak napisałem powyżej). Moje cele zmieniały się i zmieniają ciągle, w raz z moim rozwojem, zdobywaniem doświadczeń. Osiągnięcie danego celu nie daje szczęścia (początkowo Twój umysł z pewnością zaneguje prawdziwość tej tezy).
Ciężko jest przekonać biedaka, że pieniądze szczęścia nie dają - natomiast znużony sławą, bogaty celebryta potwierdzi słuszność tej tezy, bez głębszego zastanowienia, bo już tego zasmakował.

To podróż do celu daje Ci szczęście. Czy oddałbyś np. wszystkie swoje lata treningów tanecznych, pisania tekstów, malowania, tworzenia muzyki, rozwijania swojej wiedzy i świadomości - w zamian za jeden medal, dyplom? To treningi, zdobywanie wiedzy, poznawanie ludzi, inspirowanie się światem w okresie dążenia do celu, dają prawdziwą przyjemność, nie samo osiągnięcie tego celu (jakim często są ewentualne medale, puchary, uznanie).

“Wygrana jest tylko efektem ubocznym dobrej zabawy”

Doceniaj każdą chwilę szlifowania swojej zajawki, pasji, hobby, bo to najprawdziwsze szczęście. Doceniaj to, że możesz to robić (bo nie każdy ma taką szansę - Ty ją masz = doceń to).

Pamiętaj, że w podróży najważniejszy jest postęp. Cel nie może być niezmienny, jedyny, ponieważ po jego osiągnięciu nie będziesz miał perspektyw na dalszy rozwój. Dlaczego wielu znanych ludzi, teoretycznie spełnionych popada w depresje czy popełnia samobójstwo? Moim zdaniem spowodowane jest to właśnie tym, że po osiągnięciu swoich celów, nie wiedzą “Co dalej?”, nie radzą sobie z tym, że udało im się tego dokonać i ich podróż wg nich dobiegła końca. Pamiętaj, by ciągle stawiać sobie poprzeczkę wyżej. Zawsze możesz dać z siebie więcej, zawsze może być lepiej.

 Dobrym przykładem obrazującym ten temat, jest podróż z ekipą na zawody breakowe pociągiem. Często wielogodzinna jazda pociągiem, w gronie ludzi pełnych pasji, jest bardziej inspirująca niż samo startowanie na tych zawodach i ewentualne sukces.

Jeśli Twój cel jest prawdziwy, trafny to poznasz to od razu. Do Twojego “wagonu”, w pociągu szczęścia, dosiądą się ludzie o podobnych poglądach, z podobnymi celami, marzeniami. To oni i wasza wspólna pasja, dadzą Ci pełnię prawdziwego szczęścia i najpiękniejsze wspomnienia.

Tekst: Hitman
Post: Kuki.

środa, 12 września 2012

W krainie przemyśleń. Część 3: "Ciało jest Twoją świątynią." | by Bboy Hitman

Gdy czytałem tą część przemyśleń filozoficznych, jeszcze w szkicu, pierwsze co pomyślałem to "Wow! Co od siebie dajesz to do Ciebie wraca" Dosłownie. Nie spodziewałem się, że to co od dłuższego czasu jest moją własną regułą, zainspiruje kogoś do zmian w jego życiu. Kiedyś w innej nieco formie na moim poprzednim blogu jako moje słowa, dziś tutaj jako jeden z elementów filozofii życia młodego bboy'a.
Zapraszam do zapoznania się z 3 częścią podróży pośród myśli z Hitmanem.


"Ciało jest Twoją świątynią."


Są to słowa autora tego bloga - Kukiego, które jakieś 3 lata temu zainspirowały mnie do potężnych zmian w moim życiu.


Wielu ludzi wyznacza sobie ambitne cele życiowe, ale niestety to ukierunkowanie w danym celu często nie idzie w parze z ich stuprocentowym zaangażowaniem i działaniami. Malujesz, tańczysz, rapujesz, scratchujesz, interesujesz się tą kulturą czy masz jakąkolwiek inną zajawkę - nie ważne. Najważniejsze jest podejście do tego, co jest Twoją pasją,hobby, zajawką, celem. Możesz mieć pozornie małe doświadczenie w danej dziedzinie, a mieć niepropocjonalnie duże osiągnięcia, wiedzę, umiejętności.


W.E.N.A. - Brak perspektyw
http://www.youtube.com/watch?v=HmYgHaXbukc


Czy robisz wszystko żeby mieć to o czym marzysz?

Często bywa tak, że zajawka zatruwana jest: “tonami toksyn” z używek, skutkami złego odżywiania się i innych czynników, których skutków być może jeszcze nie dostrzegasz. Jesteś artystą? Dbaj o swoje ciało, jak rzeźbiarz o swoje narzędzia, bo gdy będą zepsute, jego efekty pracy nie będą zadowalające. Redukując używki do minimum lub do zera; podchodząc do jedzenia jako do źródła energii, a nie tylko jak do przyjemności (co się oczywiście nie wyklucza, ale np. fast food, niesie za sobą negatywne skutki, a jedzenie tego rodzaju posiłku sprawia nam przyjemność), zyskasz większą kontrolę nad ciałem, a co za tym idzie - lepsze efekty rozwoju Twojej pracy, pasji, zajawki. Pamiętaj, że organizm ludzki stworzony jest do życia w harmonii. Nie zaburzaj tej harmonii. Dysharmonia powoduje reakcje obronne w Twoim organizmie, a co za tym idzie - wszelkiego rodzaju choroby, upośledzenia, dysfunkcje, złe samopoczucie.

Polecam obejrzenie krótkiego filmiku, który naprawdę motywuje do działania:

http://www.youtube.com/watch?v=3A5uf8FEgxo&feature=related

Moim zdaniem zdobywanie wiedzy na temat historii swojej zajawki, treningi siłowe, rozciąganie, opanowywanie swojego umysłu, zdrowe odżywianie, rozwój sfery duchowej, poznawanie pracy swojego ciała  - to moim zdaniem w przypadku tańca, równie ważne aspekty jak sam trening. Opanowując swoje ciało pod każdym możliwym kątem, możesz więcej. Treningi na wszystkich możliwych płaszczyznach, dadzą Ci wtedy dużo większe rezultaty niż w przypadku wyłącznie treningów tanecznych. Staraj się robić wszystko, co choć trochę może przybliżyć Cię do osiągnięcia swojego celu.
Nie masz w danym momencie opcji na trening taneczny? - Szukaj wiedzy na temat pionierów tańca. Nie masz możliwości w danym momencie na szukanie wiedzy? - Porozciągaj się. Są to tylko przykłady tego, jak mniej więcej funkcjonuje to u mnie, w Twoim przypadku może to wyglądać inaczej - idź swoją drogą, ale zaplanuj swój czas jak najbardziej kreatywnie.

“We gotta make a change
It's time for us as a people to start makin' some changes.
Let's change the way we eat, let's change the way we live
and let's change the way we treat each other.
You see the old way wasn't working so it's on us to do
what we gotta do, to survive.” Tupac Amaru Shakur

Duży odsetek ludzi, szuka odpowiedzi na swoje wewnętrzne pytania w świecie zewnętrznym - np. w telewizji, internecie. Źródła z zewnątrz, powinny być natomiast dla Ciebie co najwyżej inspiracją, motywacją do szukania odpowiedzi w sobie. Wszystkie odpowiedzi znajdziesz poznając siebie, szukając ich w sobie. Stąd też biorą się ludzie oryginalni, szczerze wyrażający siebie. Tacy ludzie manifestują swoją twórczością swoje indywidualne charaktery, których tak naprawdę nie można podrobić. Jeśli jesteś sobą, to choćby ktoś bardzo bardzo chciał Cię skopiować, to nie jest w stanie tego w pełni zrobić. Kopiując Twoje ruchy, styl bycia, sposób ubierania się - osoba taka zaburzy swoją wewnętrzną harmonię - bo jego wewnętrzne “ja” nie będzie zgodne z tym, co pokazuje na zewnątrz.


“W tańcu nie chodzi o to, żeby mieć oryginalny ruch, tylko oryginalny styl.”



W większości artykułów, dodaję cytaty, odwołania do książek, filmów, dlatego iż w pełni zgadzam się z mottem Willa Smitha. Mówi ono o tym, że w “życiu najważniejsze jest bieganie i czytanie”. Bieganie - ponieważ, gdy jesteśmy u kresu możliwości pokonujemy tak naprawdę własne ego, które serwuje nam wymówki, chce przestać biec; natomiast czytanie - ponieważ nie ma problemów, które nie zostały już wcześniej opisane (a w przypadku odnośników w moich artykułach - nie tylko opisane, ale również nakręcone).


Teskt: Hitman
Post: Kuki

czwartek, 6 września 2012

W krainie przemyśleń. Część 2: Stan up-time | by Bboy Hitman

W krainie przemyśleń Hitman'a - część druga.
Zapraszam.

STAN UP-TIME

Na początek chciałbym Wam przedstawić, krótką definicję tego zjawiska:
“Stan up-time z ang. stan działania/stan pracy to stan, podczas którego wszystkie twoje narządy zmysłów są skupione na bodźcach zewnętrznych – w łatwiejszym do wyobrażenia skrócie, jesteś absolutnie oddany światu zewnętrznemu i zaczynasz dostrzegać wieeele więcej, skupiając się na wszystkim co cię otacza, a twój dialog wewnętrzny i wizualizacje zostają maksymalnie przytłumione.” http://odwazsiezyc.pl/

Zainteresowałem się tym zjawiskiem, również przez wzgląd na to, że ma ono miejsce praktycznie w każdym elemencie kultury Hip Hop.

Wiedza, na temat tego zjawiska zmieniła tak naprawdę całe moje życie. Poznając sposoby na wejście w ten stan, poznajesz klucz do odbierania świata wszystkimi zmysłami. Stajesz się osobą otwartą; podatną na inspiracje; dostrzegającą piękno natury; potrafiąca słuchać innych.Twoje zmysły stają się wyostrzone, podatne na wszystkie bodźce świata zewnętrznego - wszystko to jest zasługą właśnie tego stanu. Doświadczyłeś go nieświadomie setki razy, głównie w wieku dziecięcym.

"Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jako dzieci, nie wejdziecie do Królestwa
Niebieskiego" Mt 18,3

Stan ten wymaga pewnego doświadczenia i treningów. Mam nadzieję, że tekst ten, będzie początkiem Twojej przygody “życia tu i teraz”. Up-time jest bardzo przydatnym narzędziem, ułatwiającym m.in. koncentrację, pomagającym w wystąpieniach publicznych itp. Umiejętność ta, może również okazać się przydatna w kręgach kultury Hip Hop np. podczas szlifowania swojej zajawki, w b-boyowych kołach czy podczas grania koncertów.

Najprostszą moim zdaniem definicją przeżywania tego stanu, jest po prostu życie w teraźniejszości (co wydaje się banalne i oczywiste, a niestety dla większości nie jest to czymś naturalnym). Technika ta polega na opanowaniu umysłu i umiejętności “odcięcia się” od przeszłości i przyszłośći. Ma to kluczowy wpływ np. na contestach breakowych. Wychodząc na bitwę z kimś kilka lat bardziej doświadczonym w tańcu, odczuwasz obawę o to, że zostaniesz skompromitowany i przegrasz (myślisz o przyszłości). Potrafiąc osiągnąć w taki momencie stan up-time, będziesz w stanie wyrzucić wszystkie uprzedzenia i lęk (żyjąc tu i teraz, będąc tym momentem pojęcie lęku nie istnieje). Staniesz się ucieleśnieniem koncentracji i opanowania. Skupisz się tylko na sobie i na muzyce, która będzie wręcz współgrała z Tobą.  Nie będziesz myślał o tym, co mogłoby się stać, co się stanie jak przegrasz tę walkę.

Pamiętaj by zachować ten stan, nawet po wygranej walce, conteście, zawodach. Rozpamiętując w nieskończoność swoje zwycięstwa uciekasz od teraźniejszości - żyjesz przeszłością. Zawsze skupiaj się na chwili obecnej.
“Raz łapię chwile
Te słodziutkie choć krótkie
Innym razem te
Bezpowrotne i ulotne
Łapię chwile ulotne jak ulotka
Ulotne chwile łapię jak fotka
Życie nasze składa się z krótkich momentów
Cudownych chwil czy przykrych incydentów
Niczego nie przegapię
Wszystkie je łapię“ PFK

Jako, że jestem tancerzem moje przykłady będą w większości związane ze środowiskiem tanecznym. Kolejnym przykładem, tym razem pokazującym “życie” przeszłością, może być ograniczenie związane z nauką trudnych ruchów. Wielu b-boys, b-girls i ogólnie rzecz biorąc tancerzy, po setkach prób np. power moves’ów (i innych ruchów wymagających systematyczności i dużego nakładu pracy), utwierdza się w przekonaniu, że nie są w stanie tego zrobić. Trenując ze znajomymi czy nawet będąc na warsztatach ze swoim idolami, osoby te odczuwają wewnętrzną blokadę związaną z przeszłością. Natomiast przeżywając stan up-time “zdumiejesz się co potrafisz”. Tylko w teraźniejszości jesteś zdolny zrobić wszystko, o czym tylko marzysz. Skupiając się tylko i wyłącznie na aktualnym momencie, Twoje treningi będą o wiele bardziej wydajniejsze.

Po pewnym czasie trenowania tego stanu, będziesz w stanie wyjść poza fałszywy obraz świata i widzieć go w jego prawdziwym obliczu. Z czasem, nawet rutynowe jedzenie obiadu stanie się czymś niesamowitym. Nagle zwyczajny obiad, staje się dla Ciebie inspiracją, np. do myślenia na temat: z czego zostal zrobiony, jak został przyrządzony itd. Smaki, zapachy, kolory, które towarzyszą Ci przez całe życie, nagle przypomną Ci o wspomnieniach (np. niedawno jedząc truskawki, doznałem retrospekcji do czasów dzieciństwa, gdy jadłem shake truskawkowy - potrafiłem przypomnieć sobie nawet: gdzie był dany lokal, w którym to piłem; jak to smakowało; a miałem wtedy maksymalnie 5-6 lat).

“Nie ma zwykłych chwil, zawsze coś się dzieje”

Zachęcam do obejrzenia fragmentu filmu, który idealnie obrazuje stan up-time: :
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=21uYobb-YGs

Jeśli utknąłeś gdzieś w przeszłości lub przyszłości to najwyższa pora to zmienić. Wielu ludzi boi się śmierci w ogóle nie przeżywając swojego życia, po prostu istniejąc, egzystując na tym świecie. To ten moment. Obudź się! Nie myśl o byciu szczęśliwym, tylko bądź szczęśliwy. “Bycie” zawsze związane jest z teraźniejszością. Gdy tylko zaobserwujesz jak Twoje myśli odbiegają w przyszłość lub przeszłość, odetnij je ostrzem “miecza teraźniejszości” (wizualizacja tej metafory, może pomóc Ci w osiągnięciu tego stanu).
“Wyrzuć śmieci. To one zagradzają Ci drogę do tego co naprawdę
się liczy - chwili obecnej. Tu, teraz.
Gdy będziesz tu i teraz, zdumiejesz się co potrafisz”


Przydatne ćwiczenia, które pomogą Ci osiągnąć ten stan znajdziesz tutaj: http://odwazsiezyc.pl/2011/11/zyj-o-przezywaniu-i-stanie-uptime/

Polecam również przeczytanie książki pt. “ Podręcznik Wojownika Światła “ Paulo Coelho,
dostępnej tutaj w wersji .pdf: http://chomikuj.pl/Yumi_ja/ebooki/C/Coelho+Paulo+-+Podr*c4*99cznik+wojownika+*c5*9bwiat*c5*82a,2345051.pdf

Tekst: Hitman
Post: Kuki

piątek, 24 sierpnia 2012

W krainie przemyśleń. Część 1: Street Teacher | by Bboy Hitman

    Każdy z nas obiera jakiś styl życia. Każdy obrany styl wiąże się z wyznawaniem jakiś zasad, wykonywaniem nawykowych czynności, dążeniu do konkretnych celów lub nie wiążą się zupełnie z niczym gdyż osobnik się na niczym nie skupia, byle by przeżyć dzień za dniem. Jedni ludzie nie zastanawiają się nad tym wszystkich co dzieje się dookoła inni tylko i wyłącznie tym żyją. Jedni szukają każdego możliwego sposobu by poszerzać paletę życiowych doświadczeń dążąc tym samym do samopoznania inni uciekają od takich myśli, uważając je za nonsens.
Pisząc ten post pragnę podzielić się z Wami przemyśleniami i życiową ideologią pewnego młodego tancerza, który znajduje się w jednej z wymienionych wyżej grup skutecznie i nieustannie stawiając na rozwój na różnych jego płaszczyznach.
Czemu to publikuję?
Przeczytałem i dawno nie byłem tak pewny jak teraz odnośnie publikacji.
Bboy Hitman i pierwsza część jego przemyśleń:

STREET TEACHER

Street teacher - przypadkowy nauczyciel. Postać występująca w większości religii, kultur, mitów na świecie. Jest to osoba, którą spotykamy przypadkowo, w którymś momencie naszego życia i to ona popycha nas w danym kierunku. W wielkich religiach postać ta nazywana jest aniołem. Osoba ta to ktoś, kto potrafi zmienić całe nasze życie.
 
Czasami jedna decyzja, która jest skutkiem działań takiego przypadkowo spotkanego “mistrza”, jest początkiem reakcji łańcuchowej, zmieniającej cała Twoją historię. Większość osób, które to czytają w jakimś stopniu zaangażowana jest w kulturę Hip Hop. Czy zastanawiałeś się kiedyś dlaczego się tym interesujesz? Skąd u Ciebie ta zajawka? Bardzo prawdopodobne, że to właśnie taki przypadkowy nauczyciel (tańcząc na streecie, rapując na koncercie, inspirując Cię wrzutami na ścianie, zaciekawiając Cię pracą Dj’a), popchnął Twoje życie w tym kierunku.

Jako dziecko jesteśmy bardziej podatni na wpływy, a tym samym spotkanie takiego “mistrza” jest bardziej prawdopodobne. Z dorastaniem niestety w większości przestajemy zwracać uwagę na przypadkowych ludzi, zakładając z góry, że nie mają nam nic do przekazania.

Funkcja “mistrza” i “ucznia” nie towarzyszą nam w pojedynkę przez całe życie.  Nie jesteśmy tylko “mistrzami” lub tylko “uczniami”. Te funkcje ciągle się zmieniają. Mając świadomość tej zmienności, Twoje życie może stać się bogatsze.

Otwórz się na możliwość spotykania takich “mistrzów” na codzień, bo każdego dnia masz okazje ich spotkać i pewnie mijasz ich na ulicach, nie zwracając na nich uwagi. Umiejętność obserwacji świata, słuchania ludzi, patrzenia na każdego człowieka jako na potencjalnego “mistrza”, pomaga nam rozwijać się i osiągać większe postępy we wszystkich dziedzinach naszego życia.

“Mistrzem” może być każdy człowiek, inspirujący Cię tym co w danym momencie robi; zdaniem, które skieruje Twoje życie na inne tory; a nawet jednym wyrazem wydartym totalnie z kontekstu, który zainicjuje początek Twoich rozmyśleń na dany temat. “Mistrzami” mogą być nie tylko ludzie, ale również przedmioty, zjawiska, dźwięki, smaki... Świetnym przykładem na to, jest mistrz pod postacią markowych, drogich ubrań. Wyobraź sobie, że marzysz o nowych butach, ale w danym momencie wahasz się nad ich kupnem z powodu ich zbyt wygórowanej ceny. Patrząc na cenę tych butów jako na kwotę do zapłacenia( kilka liczb oznaczających wartość), nie zastanawiasz się tak naprawdę nad innymi aspektami tej ceny. Czy zastanawiałeś się kiedyś, patrząc na jakąś cenę, ile godzin musisz przepracować (lub Twoi rodzice muszą przepracować), aby kupić dany przedmiot? Patrząc na cenę przez pryzmat ilości straconych godzin, dni, chwil naszego życia by to kupić stajemy się “uczniami” butów (co brzmi niedorzecznie, a jednak ma miejsce). To całkowicie zmienia punkt widzenia na rzeczy materialne, często tylko pozornie potrzebne w naszym życiu. To one mogą wywołać impuls, powodujący zmiany w Twoim życiu.

Czytając ten artykuł, stałeś się przez chwilę “uczniem”. Rób to co kochasz, żyj w pełni zgodnie z własnym “ja”, inspirując tym samym innych, bo Ty również (nawet nieświadomie) jesteś “mistrzem” dla innych, często przypadkowo spotkanych osób :)

Polecam obejrzenie wywiadu z moją inspiracją jeśli chodzi o myślenie na temat rzeczy materialnych i podejścia do życia - Evanem Tannerem:
http://www.youtube.com/watch?v=vn3JPkZbJXo&feature=g-all-u

Autor: Hitman
Post: Kuki

niedziela, 8 lipca 2012

Niewolnik w świecie ekspresji - o pojęciu stylu tanecznego.

Drogi Czytelniku,
Zanim zabierzesz się do czytania poniższego postu, chciałbym byś wiedział że jest to tylko i wyłącznie moje subiektywne podejście do tematu, nie zaś jakakolwiek uniwersalna wiedza. Moje rozważania odnoszą się do mojej własnej osoby oraz jednostek, które padły ofiarami moich obserwacji, nie zaś do ogółu tancerzy. Informuję Cię o tym byś mógł odstąpić od jakichkolwiek osądów na temat poprawności mojego rozumowania. To jak i większość spraw w życiu ma jedną ważną cechę - jest subiektywne.

   Do opisania moich rozważań zainspirowało mnie pytanie, które padło z ust rodzica znajomej mi osoby. Pytanie, które w moim życiu jest tak powszechne, że mam wątpliwości czy nie pada częściej niż pytanie o to jak mam na imię.
   - A Ty jaki styl tańczysz? - pewnie wielu z Was, tańczących, także wielokrotnie spotyka się z tym pytaniem, w różnych jego formach. Z racji, że wspomniana mi znajoma osoba także jest tancerzem, pytający jako osoba mająca mimowolną oraz bierną styczność ze zjawiskiem tańca, nie zapytała "co tańczysz", używając tego konkretnego słowa "styl". Zazwyczaj po usłyszeniu tego pytania w zależności czy rozmawiam z laikiem czy osobą obytą w świecie tanecznym, odpowiadam iż głównie tańczę clown walk, trochę krump oraz trochę breaking. Jak dwa ostatnie warianty podczas odpowiadania ludziom "obytym" są powszechnie znane, pierwszy czyli clown walk zmusza mnie nie rzadko do wyjaśniania tego "stylu" zarówno obytym jak i laikom (którzy w sumie nie zawsze wymagają wytłumaczenia, zakładając z góry, że skoro coś takiego tańczę to coś takiego istnieje i tyle). 

    Od kilku lat moja osoba głównie kojarzona jest ze stylem tanecznym zwanym clown walk. Dzieje się tak z pewnością dlatego, że jest to najbardziej prawdopodobny wariant taneczny, który można zobaczyć w moim wykonaniu zarówno na żywo jak i w internecie (youtube.com - przyp.red.). Po za tym jest to także jedyny wariant, w którym do tej pory brałem udział w zmaganiach rywalizacyjnych (Show Your Skillz w Warszawie i mój "Hip Hop" tam, się nie liczy). Trzecim powodem może być fakt iż po za braniem udziału w zmaganiach tanecznych tego typu, także i takowe organizuję pod nazwą "Come for Battle". No i wreszcie ostatni punkt to to, że od kilku lat prowadzę warsztaty i zajęcia właśnie w stylu "Clown Walk". Powodem moich działań ukierunkowanych właśnie w tę a nie inną stronę jest to iż Clown Walk jako zjawisko taneczne jest dosyć słabo popularne i m.in. ja mam zamiar to zmienić. 
Proste. 
Ale nie o tym mowa. 
    Powyższa informacja jest jedynie punktem zaczepienia do kontynuacji mojej myśli przewodniej jaką jest styl taneczny. Bo czymże jest styl taneczny? Według mnie (i w tym momencie moja myśl odrywa się całkowicie od tańców klasycznych, etnicznych oraz ludowych) styl taneczny jest formą ekspresji ruchowej, stworzonej na własne potrzeby przez jednostkę lub daną grupę. Jest to nadanie ruchom konkretnej formy, zainspirowanej przez różne sytuacje, osoby oraz połączenie ich z konkretną muzyką, która stała się kluczem do umożliwienia owej ekspresji. Tak właśnie ja, patrząc na historię powstania czy to STYLU breakdance, krump, popping, dancehall, clown walk, house, odważyłem się zdefiniować we własnym rozumowaniu styl taneczny. Skonkretyzowane ekspresje, którym nadano charakterystyczną nazwę są stylem tanecznym. Czyjeś dokonania, "dzieło", i jego inspirujące działanie może okazać się kluczem otwierającym drzwi do własnego pokoju "ja". Dzięki temu kluczowi wielu ludzi poświęca swój czas i energię na wyuczenie się konkretnego stylu, pozwalającego "wyrazić siebie". No właśnie wyuczyć.

    Przez moje pierwsze 2 lata przygody z tańcem uważałem się za "c-walker'a" - osobę tańczącą clown walk. W pewnym momencie zacząłem poszukiwać w sobie predyspozycji do wyrażanie siebie w tańcu krump, a kilka miesięcy później doszedł do tego breakdance. Od momentu, w którym mój "repertuar" twórczy zaczął się powiększać przypisywałem sobie więcej określeń tanecznych. Po jakimś czasie zrozumiałem, że te trzy style taneczne pozwalają mi się wyrazić ale nie w pełni przez co do dalszego rozwoju potrzebny był mi nowy klucz. Po niekrótkim okresie poszukiwań odnalazłem owy klucz lecz nie w następnym stylu, a sposobie rozumowania. Zrozumiałem, że żaden z tych stylów tanecznych nie sprawia mi przyjemności takiej jaką chciałbym odczuwać z tańca. Dzieje się tak do momentu, kiedy kontroluję co tańczę zamykając to w pojęciu konkretnego stylu.

    Ludzie, którzy opracowali dane style taneczne inspirowali się czymś. W celu odnalezienia siebie nie ograniczali się do zamykania w formie jaką posiadała ich inspiracja gdyż był to jedynie punkt odniesienia do odnalezienia siebie, a nie wytyczona droga od początku do końca. Pewnie wielu tancerzy sądzi, że odnalazło się całkowicie w danym stylu. Może i tak jest.
    Dla mnie osobiście taniec jest moją reprezentacją osobowości, systemu wartości, temperamentu oraz formą ekspresji emocjonalnej większej niż jakakolwiek inna. Taniec jest moim stylem życia ponieważ opisuje mnie niezależnie od tego co z tego opisu wyczyta w nim odbiorca. Nie jestem c-walkerem, krumperem, bboyem czy kimkolwiek podobnym w określeniach. Prezentacja konkretnego stylu jest wymuszona takimi czynnikami jak rywalizacja taneczna podczas bitwy, określony showcase, prowadzone warsztaty taneczne - choć nie to jest priorytetem. Ja tańczący spontanicznie, ja potrzebujący odreagować, ja na sali (mojej świątyni) to dożywotni student, który uczy się samego siebie, poszukujący inspiracji w każdym aspekcie życia wyrażając to w postaci nieokreślonych, nienazwanych ruchów, wraz z ruchami zaczerpniętymi z innych stylów tanecznych, łączący w sobie zarówno zabawę jak i wyzwolenie negatywnych emocji. Bez nazw, określeń, narzuconej muzyki pod konkretne ruchy. Ja i mój własny "styl" tańca, którego jak dotąd nie udało mi się scharakteryzować na tyle bym mógł go opisać - bo przecież nie wiesz co zainspirować może Cię jutro : )
    Nie chcę przez ten post pokazywać, że moje podejście jest idealne (aczkolwiek jest - dla mnie). Po prostu obserwacje tancerzy (nie wszystkich) czy to w klubach, na streetach, czy innych spotańczych sytuacjach wywołują u mnie przeróżne stany emocjonalne. Raz jest to smutek, innym razem irytacja i złość. Dzieje się tak ponieważ często nie obserwuję tancerza wyrażającego siebie. Widzę osobę wykonującą sekwencję wyuczonych ruchów charakterystycznych dla danego stylu. Potencjał zamknięty w schemacie ograniczeń.

- Wolałbym tego nie zamykać w określeniach proszę Pani. Po prostu tańczę i się dobrze bawię.


Nie jest w moim interesie zmienianie Twojego podejścia do tańca jako obserwator, czy też jako tancerz, drogi Czytelniku. Twoja sztuka jak i życie jest tylko i wyłącznie Twoją sprawą. Powyższy post jest bardziej zachętą do zadania sobie pytania: 
"Czy rzeczywiście już odnalazłem siebie?"

Bo ja nadal szukam.

darmowy hosting obrazków

Zainspirowany, nie kierowany.


Kuki