www.zulukuki.com

BLOG, KTÓRY OBECNIE PRZEGLĄDASZ JEST NIEAKTYWNY OD DŁUŻSZEGO CZASU. JA NADAL PISZĘ I MAM SIĘ DOBRZE. ZAPRASZAM NA MOJĄ STRONĘ: WWW.ZULUKUKI.COM

wtorek, 12 czerwca 2012

Moim okiem na: Hero's Journey | 3-10.06 | Castalone, Włochy


darmowy hosting obrazków



Hero’s Journey. 
Sam czytając tą nazwę po raz pierwszy i opis całego tego treningu, tak naprawdę nie wiedziałem czego się spodziewać. Opis wydawał się być ciekawym, intrygującym, a zarazem zbyt ogólnym by zdradzić cokolwiek. Lecz zdecydowałem się i jak dowiedziałem się podczas pierwszych zajęć treningowych, był to pierwszy krok całego procesu jakim jest konfrontacja z nieznanym.

darmowy hosting obrazków

   Podróż na trening rozpoczęła się już w sobotę gdy po spędzeniu ośmiu godzin na uczelni, napisaniu dwóch kolokwium oraz przedstawieniu prezentacji, zdążyłem się dopakować i czasu zostało tylko na szybki odgrzewany obiad i drogę na Dworzec Główny. Pierwszy cel – dostać się do Poznania. Do tego punktu dotarłem z lekkim opóźnieniem planowym, a byłoby większe względem całego wyjazdu gdyby nie obudziły mnie samoczynnie otwierające się drzwi od przedziału podczas hamowania na stacji Poznań Główny. Idealny przykład, że to co głównie przeszkadza i irytuje potrafi czasem się przydać, i to w dość nietypowy sposób. Tak czy inaczej zaraz po wysiadce udałem się na lotnisko gdzie zaliczyłem pierwsze „poważne” spanie w postaci 3 godzin snu. Odprawa. Szybki lot. Buongiorno Bologna !
   To moja pierwsza wizyta w Italii więc podróż była pełna ekscytacji. Bolonię szybko pożegnaliśmy uciekając pociągiem do Parmy – miejsca docelowego, w którym mieliśmy spotkać się z resztą uczestników treningów z innych krajów. W Parmie byliśmy kilka godzin przed resztą co pozwoliło mi pozwiedzać to miasto i się w nim zakochać. Niesamowite !

darmowy hosting obrazków
darmowy hosting obrazków
darmowy hosting obrazków


   Po za tym ten czas pozwolił mi sprawdzić smak kebabu w tej części świata, co jest już jedną z moich tradycji w każdym nowym miejscu, które odwiedzam. A no i oczywiście nie zjeść pizzy we Włoszech ?! Tego bym sobie długo nie wybaczył  J . Ok. koniec o priorytetach, więcej o Hero’s Journey. Czym w ogóle to jest? Opis mówi:


Hero´s journey is a training methodology delivered by Adventure Life to young people and youth mentors. The Hero´s journey training is a set of techniques and approaches focusing  on personal gift and personal life-vision of the trainees.
There are two parts within everyone: the Hero and the Demon, which need to be integrated within in order to find suitable individual vision for one´s own life.
Only people aware of their own gifts and visions are able to see and to promote them in the others.  
„The Hero's journey lives by the idea, that people follow their call, no matter how many difficulties there are. The difficulties turn to become strength for the own path.“ (Paul Rebillot)
„Hero“ dares to do adventurous things in order to bring new impulses into own life. The Hero part has motivation to bring to the community the unique abilities of each one of us. There is also a „Demon of resistance“, whose function is to sustain stability and security. One has to meet them in order to find suitable individual vision for one´s own life.
Young people want to learn, who they are and what meaningful tasks they are able to do in this world. Nobody else is able to answer this question to them, they have to find their answers by themselves. The Hero´s journey methodology is helpful to do this and provide them with an abundance of clues, to develop projects out of these insights.
The participating youth workers firstly reflect on their work with youngsters and share their experiences with others in the beginning of the training. The main part of the TC is dedicated to experiencing the Hero´s journey methodology to obtain needed personal experience with the techniques for youth mentoring. After the „journey“ they receive further theoretical input from the trainers on how to use the techniques with people in crisis.


    Tak więc o godzinie 15 w barze „Europa” w Parmie, spotkaliśmy się z uczestnikami, którzy przybyli z Czech, Słowacji, Austrii oraz innych zakątków Włoch, jak i z organizatorami, którzy zabrali nas na wiejskie prowincje Parmy, gdzie odbyć miał się cały trening. Miejsce samo w sobie po za tym, że oddalone od czegokolwiek, bardzo sympatyczne i klimatyczne. Do godziny 19 mieliśmy czas wolny, który został wykorzystany na zapoznanie się z innymi lub sen. Po obiedzie (priorytety) odbyło się pierwsze spotkanie, zapoznawcze, podczas którego mieliśmy możliwość poczuć to o czym mówią media ostatnio czyli trzęsienie ziemi. Na szczęście dla wszystkich było niegroźne, aczkolwiek odczuwalne na tyle bym poczuł ekscytację. Reszta wieczoru to wymiana poglądów, tradycji i nawyków kulturowych co także mnie fascynuje niesamowicie. I zobaczyć świetliki też jest fajnie.
Poniedziałek – pierwszy prawidłowy dzień treningu rozpoczęliśmy od przedstawienia sobie zasad przechodząc do właściwej formy zajęć. Zajęcia składają się z kilku poziomów:
  1. Poziom rytualny – m.in. medytacja
  2. Poziom dramatyczny – m.in. specyficzne zajęcia teatralne, skupiające się na ekspresji emocjonalnej naszego ciała
  3. „Fools dance” – skupienie się na duszy oraz ciele jednocześnie.
  4. Poziom biograficzny – odnoszący się do naszych własnych przeżyć i doświadczeń
  5. „Food for the brain” – poziom podczas, którego wymieniamy się doświadczeniami z innymi uczestnikami zajęć.

darmowy hosting obrazków

    Czytelnik śledząc ten opis może wyciągnąć wnioski, że jest to coś śmiesznego lub zadać pytanie „a co to w ogóle daje?” Z pewnością moje dodatkowe wywody mające na celu przekonywanie na siłe takiego podejścia nie zmienią ale tak jak z wieloma sprawami w życiu trzeba je po prostu przeżyć, aby mówić coś o zrozumieniu. Zdjęć z treningów niestety nie posiadam gdyż jedną z zasad jest brak jakiejkolwiek rejestracji przebiegu treningu.
    Wieczorem po pierwszych zajęciach, gdy wszyscy zajęli się sobą udałem się na salę zajęć odbyć trening lecz tym razem ten własny. Był to pierwszy raz gdy do treningu podszedłem zupełnie inaczej. Zajęcia udzieliły mi się bardziej niż przypuszczałem budując w mojej głowie nową jakość możliwości, poruszając całą masę przeplatających się ze sobą emocji. Przypomniałem sobie o czym marzyłem i stawiałem jako główny punkt jeszcze półtora roku temu. To powróciło ponownie stając się przodującym aspektem mojego życia wnosząc tym razem swoją moc także w taniec. Pierwszy dzień minął – odnalazłem swojego bohatera.
   Wtorkowy poranek rozpoczął się od przygotowania śniadania – taki podział obowiązków, w którym każdy jest zobowiązany do tego raz w ciągu pobytu w Castalone. Po śniadaniu małe pobudzenie umysłu w postaci treningu i ponownie dzień pełen zajęć. W trakcie drugiego dnia przez długi czas byłem w znacznym stopniu zdystansowany do jego programu lecz praca w parach z ludźmi, z którymi wcześniej się nie współpracowało i odnalezienie własnego punktu pobudzającego emocje dzięki nim pozwoliło mi oswoić się z programem i zaangażować w pełni. Drugi dzień zupełnie inny od pierwszego wyzwolił mnóstwo negatywnych emocji. Negatywnych ale kontrolowanych. Kolejny „mocny” dzień, zakończony taneczną ekspresją emocji, winem i pisaniem wierszy przy świetle płomieni wydobywających się z ogniska.
   Zaczynając następny poranek od kubka kawy czułem, że poprzednie dni miały dosyć mocny emocjonalny impuls lecz środa będzie dniem spokojnym. Ponadto to uczucie wzmacniało zmęczenie – wynik połączenia częstych treningów i krótkich nocy. Do godzin popołudniowych moje wewnętrzne oczekiwania się sprawdziły (samospełniająca się przepowiednia) lecz przyszedł czas na kolejny krok programu i kolejne zadanie. Dobierając się w grupy stworzone z 3 osób otrzymaliśmy zadanie by przedstawić dramat każdego członka grupy – w tym miejscu może to wydać się niezrozumiałe lub interpretowane na wiele sposób ale to zadanie miało całą strukturę. Na początek należało wybrać, kto pierwszy będzie aktorem własnego dramatu, na co w mojej grupie długo czekać nie trzeba było gdyż sam zgłosiłem chęć zrobienia tego jako pierwszy. Drugie zadanie to wybrać osobę, która będzie mnie instruowała oraz osobę, która będzie w kimś w rodzaju dublera. I w tym miejscu obraz zanika gdyż moje oczy od tego punku do końca grania są zasłonięte opaską. Początkowo proste zadanie przeobraziło się w kilkugodzinną walkę mnie z samym sobą. Ilość emocji, które jedne po drugich walczyły wewnątrz mnie była ogromna. W końcu dzięki ogromnemu wsparciu jakie odczuwałem ze strony członków mojej grupy, wyczerpany, znalazłem punkt spójny wewnętrznego dramatu (cały czas zdaje sobie sprawę, że jest to niejasne lecz ciężko jest to tak po prostu opisać).
    Czwartek miał szczególne znaczenie dla mnie osobiście, możliwe, że dla całego procesu także. Różnica tutaj polega na tym, że dla mnie w tym momencie program hero’s journey skończył swoją emocjonalną egzystencję. W trakcie czwartkowych zajęć należało dobrać się w pary tym razem, nie trójki co pozwoliło mi być w parze tylko z jedną osobą z grupy, z którą bardzo się zżyłem emocjonalnie. W tym miejscu zacznę pisać o rzeczach, które sam czytając potraktowałbym jako za przeproszeniem „pierdolenie głupot”. Zadanie polegało na oddychaniu. Wydaje się niczym skomplikowanym. Jedna osoba leży na materacu z zasłoniętymi oczami, druga jako partner po prostu wspiera osobę aktualnie aktywną. Gdy już sobie leżysz wygodnie musisz odnaleźć i uregulować własny rytm oddychania. Różnicą w tym wypadku jest to, że oddychasz tylko i wyłącznie buzią, co tak owszem, sprawia, że powietrze nie jest filtrowane i wdychasz większą ilość toksyn. Zadanie trwa… nie wiem ile, coś w okolicach 30 minut do godziny – gdy nie skupiasz się na czasie, a na działaniu czas płynie szybko. Oddychasz i oddychasz. Zaczynasz słyszeć muzykę, która naturalnie zaczyna wpływać na tempo Twojego oddechu. Następnie do akcji wkracza trener, który wprowadza Cię w stan skupienia się na Twoich własnych, indywidualnych lękach. To co działo się z moim ciałem i mózgiem w trakcie tego zadania jest nie do opisania. Czułem się okropnie, nie mogąc zapanować nad emocjami. Najgorsze jest to, że w momencie gdy trenerzy wyprowadzali nas z tego stanu, wprowadzając w pozytywny nastrój za pomocą słów oraz odpowiedniej muzyki (która muszę przyznać była niesamowita), ja utknąłem. Wiele osób czuło ulgę, szczęście, sukces. Ja natomiast czułem jakby ktoś wbił mi nóż w serce i trzymając za rękojeść, obracał nim powoli, zadając coraz więcej bólu. Nie rozumiałem tego zupełnie i czułem, że potrzebuję pomocy. Niestety (damn.. kolejne już) gdy idąc za potrzebą konsultacji sytuacji z trenerami spotkałem się z ignorancją i nie poczuwaniem odpowiedzialności za efekt, lekko się podirytowałem oraz kolejny raz w życiu utwierdziłem w przekonaniu, że autorytety to specyficzny rodzaj gówna społecznego. Dobrze, że ten cały program składa się z wielu uczestników, dzięki czemu moja mała własna grupa okazała się czymś bardziej kompetentnym niż ludzie, którzy powinni.
   Miło było w piątek podczas treningów zobaczyć ludzi szczęśliwych, że pokonali coś złego w sobie, wzmacniając tym samym swoją osobowość o nowe doświadczenia oraz nowy kierunek do działania. Lekko słabym akcentem tego wszystkiego jest to, że sam owszem jestem bogatszy o nowe doświadczenia, ale nic po za tym. No może jeszcze pewien negatywny rodzaj emocji, które ktoś sprowokował do działania ale olał fakt, że sam nie jestem w stanie tego pozamykać bezpiecznie. Z taką właśnie pozostałością wyjechałbym z Casaltone gdyby nie moja niesamowita austryjacko-szwajcarsko-serbisjko-polska grupa, czyli 3 osoby które w szybkim czasie pomogły mi zrozumieć znaczenie całego treningu dla mnie (to niesamowite ile może zauważyć obserwator, niepowiązany emocjonalnie z daną sytuacją) Tak więc zmieniłem moje negatywne nastawienie, a po treningu trzeba było troszkę się zabawić gdyż była to moja ostatnia noc w tym miejscu.
   Nadszedł czas na ostatni dzień treningu i ostatnie grupowe zaangażowania w działanie. Tym razem w grupach językowych, przygotowywaliśmy pewnego rodzaju przedstawienia powiązane z historią każdego z krajów uczestniczących w Hero’s Journey. Nasze polskie przedstawienie poruszyło znaczną część oglądających doprowadzając ich do łez (i nie to nie były łzy śmiechu). Następnie kilka własnych przemyśleń odnośnie programu i metod przedyskutowanych publicznie i zakończenie.
Metody, które zostały użyte w trakcie całego programu HJ to m.in.: medytacja, praca na symbolach, zajęcia teatralne, psychologia gestalt, dynamika grupowa, rytuały, „Holotropic breathing” i inne.

darmowy hosting obrazków

   Czas by się spakować, spędzić ostatnie chwile z tymi, z którymi chciałbym móc spędzać czas tak o w życiu codziennym, smutny moment pożegnania i wyjazd. Bardzo poruszyło mnie to w jak serdeczny sposób zostałem pożegnany przez resztę uczestników, nie mówiąc już o mojej najbliższej sercu grupie, która łez w tym momencie nie mogła powstrzymać. Szaleństwo! Polską grupą wyjechaliśmy z Castalone do Parmy. Tam wsiedliśmy w pociąg i wyruszyliśmy do Bolonii – ostatniego włoskiego przystanku. Zanim udaliśmy się na lotnisko zwiedziliśmy miasto nocą, zatrzymując się następnie w jakimś pubie w centrum. Italia jest niesamowita. Ma niepowtarzalny klimat.

darmowy hosting obrazków

   Przygoda - to słowo idealnie pasuje by podsumować cały mój pobyt w Italii. Dodając do tego nowopoznanych niesamowitych ludzi, nową metodologię pomagania innym w chwilach kryzysów emocjonalnych, zapach włoskiego powietrza, wino pite po północy w świetle księżyca oraz dźwięku bębnów, dużo śmiechu, łez i różnych narodowości z różnymi tradycjami jak i określonymi systemami zachowań w różnych sytuacjach, sprawia, że moja pierwsza wizyta we Włoszech bez wątpienia zostawiła swój tatuaż na moim sercu.

Kuki.

czwartek, 31 maja 2012

Psychologia: Posłuszeństwo autorytetom | Eskperyment Milgrama | 1961-62

Eksperyment Milgrama — eksperyment psychologiczny, zaprojektowany i przeprowadzony w pierwotnej wersji przez psychologa społecznego Stanleya Milgrama. Eksperyment badał posłuszeństwo wobec autorytetów. Przeprowadzony był w 1961 i 1962 roku. Pierwsze publikacje na jego temat pojawiły się w 1963 roku. W ciągu następnych kilku lat przeprowadzano serie kolejnych doświadczeń opartych o pomysł Milgrama.
Stanley Milgram

Geneza pomysłu


Stanley Milgram (uznawany dzisiaj za jednego z najważniejszych psychologów XX wieku) zadał sobie pytanie o przyczyny ślepego posłuszeństwa wobec zbrodniczych rozkazów, które doprowadziły zwyczajnych wydawałoby się ludzi do ludobójstwa np. w obozach koncentracyjnych podczas drugiej wojny światowej.
Przypuszczał, że Niemcy jako naród muszą być szczególnie skłonni do podporządkowania się przełożonym. W celu sprawdzenia tej hipotezy wymyślił eksperyment, który miał na celu zbadanie skłonności ludzi do ulegania autorytetom. Pierwotnie Milgram chciał przeprowadzić badanie sondażowe na grupie amerykańskiej, a następnie pojechać do Niemiec, aby wyłowić różnice w zachowaniach przedstawicieli różnych narodowości.
Jednak po przeprowadzeniu badań w USA, Milgram stwierdził: Znalazłem tu (w Ameryce) tyle posłuszeństwa, że wcale już nie było powodu jechać do Niemiec.
Wyniki eksperymentu na próbie amerykańskiej były bardzo zaskakujące i nieoczekiwane - także dla samego Milgrama.

Konstrukcja i przebieg eksperymentu

Pierwszy wariant eksperymentu przeprowadzony został na Uniwersytecie Yale ze studentami, a potem z mężczyznami mieszkającymi w New Haven. Kolejne badania zorganizowane były poza terenem uniwersytetu. Milgram założył pracownię w lokalu sklepowym w Bridgeport, gdzie za pomocą ogłoszeń w lokalnych gazetach szukał ochotników do kolejnych doświadczeń. Potrzebował ludzi zróżnicowanych pod względem zawodu, wieku, wykształcenia, płci.
W serii kontrolowanych eksperymentów laboratoryjnych przebadał w sumie ok. 1000 przypadkowo zebranych mieszkańców Connecticut oraz studentów Yale.

Metoda badawcza

Eksperymentator (E) "nauczyciel" (S) i "uczeń" (A)
Eksperymentator (E) "nauczyciel" (S) i "uczeń" (A)
Ochotnicy zgłaszali się do laboratorium po przeczytaniu w prasie ogłoszenia. Byli pewni, że biorą udział w badaniu "wpływu kar na pamięć". Dostawali pieniądze za uczestniczenie w doświadczeniu (4,5 dolara, które dzisiaj warte byłyby ok. 30$). Mówiono im wyraźnie, że otrzymują pieniądze za samo przyjście do laboratorium i zatrzymają je bez względu na to, co się dalej stanie.
W pierwszym (najsłynniejszym) eksperymencie przebadano 40 osób w wieku od 20 do 50 lat. Piętnaście z nich było robotnikami, 16 przedstawicielami handlowymi lub przedsiębiorcami, 9 reprezentowało wolne zawody. Każdy z badanych był testowany indywidualnie.
Gdy badany wchodził do laboratorium, widział obecną już w pomieszczeniu inną "osobę badaną". W rzeczywistości był to pomocnik eksperymentatora - czterdziestosiedmioletni mężczyzna z nadwagą, sprawiający miłe wrażenie (księgowy). Jego zadaniem było granie osoby badanej.
Następowało sfingowane losowanie ról, w którym prawdziwej osobie badanej przypadała rola "nauczyciela", a pomocnikowi eksperymentatora - rola "ucznia".
Nauczyciel dowiadywał się, że jego zadanie polegać będzie na czytaniu uczniowi listy par słów (np. "miły-dzień", "niebieska-skrzynka" itp.), a następnie sprawdzaniu, jak wiele z tych par uczeń zapamiętał. Faza sprawdzająca polegać miała na tym, że nauczyciel czyta pierwsze słowo z pary, następnie cztery słowa-propozycje, z których uczeń ma wybrać słowo prawidłowe (przyciskając jeden z czterech guzików - zobacz rysunek).
Jeśli uczeń odpowie prawidłowo, nauczyciel czyta kolejne słowo, gdy uczeń odpowie źle - nauczyciel stosuje karę w postaci wstrząsu elektrycznego.
Nauczyciel otrzymywał na początku jeden próbny wstrząs elektryczny o sile 45V, który był odczuwany jako dość bolesny.
Następnie ucznia przeprowadzano do sąsiedniego pokoju, oddzielonego od laboratorium szybą. Tam przywiązywany był do krzesła przez pomocnika eksperymentatora oraz nauczyciela. Przeguby ucznia podłączane były do elektrod, po uprzednim posmarowaniu nadgarstków maścią "w celu uniknięcia poparzeń i pęcherzy". W trakcie przypinania "nauczyciel" słyszał jak "uczeń" zadaje pytanie "eksperymentatorowi czy to może być niebezpieczne, ponieważ ma kłopoty z sercem - "Wstrząsy mogą być bolesne, ale nie powodują uszkodzenia tkanek" - odpowiadał eksperymentator.
Następnie nauczyciel wracał do pomieszczenia eksperymentatora i siadał przed aparatem, przy pomocy którego miał stosować szoki elektryczne ("kary"). Czytał listę słów (lista była bardzo długa oraz trudna do zapamiętania) i rozpoczynał "fazę sprawdzającą" (głos ucznia słyszał przez interkom). Jeśli uczeń popełniał błąd, otrzymywał "za karę" wstrząs elektryczny.
Reguła była taka, że przy kolejnych błędach zwiększano siłę wstrząsu. Początkową dawką było 15 wolt. Każdy kolejny wstrząs był rzekomo silniejszy o 15V. Ostatnią dawką miało być 450V - przed nauczycielem było 30 przełączników. Pod przełącznikami widniały napisy, przedstawione w tabeli.

Siła wstrząsu Nazwa siły wstrząsu
15V, 30V, 45V, 60V Słaby wstrząs
75V, 90V, 105V, 120V Umiarkowany wstrząs
135V, 150V, 165V, 180V Silny wstrząs
195V, 210V, 225V, 240V Intensywny wstrząs
255V, 270V, 285V, 300V Bardzo silny wstrząs
315V, 330V, 345V, 360V Niezwykle silny wstrząs
375V, 390V, 405V, 420V Niebezpieczeństwo: poważny wstrząs
435V, 450V XXX

Sytuacja badawcza zaaranżowana była bardzo sugestywnie. Jak ujawniły wywiady przeprowadzone po eksperymencie (tak zwane odkłamanie), żaden z badanych nie zorientował się, że "uczeń" w rzeczywistości nie jest rażony prądem.

Zachowanie ucznia

Zadaniem ucznia było udawanie, że otrzymuje wstrząsy elektryczne. Jego wypowiedzi za każdym razem były takie same (odtwarzano je z taśmy):
  • 15-90 V - Auu
  • (...)
  • 120 V - Auuu! "To rzeczywiście boli"
  • (...)
  • 150 V - AAuuuu! Eksperymentatorze! Już dosyć, Proszę mnie stąd zabrać. Mówię panu mam kłopoty z sercem. Serce zaczyna mi już dokuczać. Proszę mnie stąd zabrać. Serce zaczyna mi dokuczać. Odmawiam dalszego udziału w tym. Pozwólcie mi wyjść.
  • 165 V - AAAUUU! (krzyk) POZWÓLCIE MI WYJŚĆ!
  • 180 V - AAAUUU! (krzyk) Nie mogę wytrzymać tego bólu! POZWÓLCIE MI STĄD WYJŚĆ!
Prawdziwe krzesło elektryczne. W eksperymencie Milgrama używano zwykłego krzesła z oparciami na ręce. Do prądu "podłączone" były tylko nadgarstki ucznia.

Prawdziwe krzesło elektryczne. W eksperymencie Milgrama używano zwykłego krzesła z oparciami na ręce. Do prądu "podłączone" były tylko nadgarstki ucznia.
  • 195 V - AAAUUU! (krzyk) Pozwólcie mi stąd wyjść! Pozwólcie mi stąd wyjść! Serce mi nawala. Nie macie prawa trzymać mnie tutaj! Pozwólcie mi stąd wyjść (4x)
  • 210 V - AAAUUU! Eksperymentatorze! Proszę mnie stąd zabrać! Mam już dosyć! Nie chcę już więcej brać udziału w tym eksperymencie.
  • 255 V - AAAUUU! Zabierzcie mnie stąd!
  • 270 V - (Okrzyki bólu) Pozwólcie mi stąd wyjść! (3x)
  • 300 V - (Okrzyki bólu) Absolutnie odmawiam odpowiedzi! Zabierzcie mnie stąd. Nie możecie mnie tutaj trzymać! Zabierzcie mnie! Zabierzcie mnie stąd!!
  • 315 V - (Głośny okrzyk bólu) Mówiłem, że odmawiam odpowiedzi! Nie chcę dłużej uczestniczyć w tym eksperymencie!
  • 330 V - (Intensywny i przedłużony okrzyk bólu) Pozwólcie mi stąd wyjść (2x) Mówiłem, serce mi nawala (histerycznie). Nie macie prawa mnie tu trzymać. Pozwólcie mi wyjść (powtórzone wielokrotnie).
Przy silniejszych wstrząsach uczeń miał histerycznie i głośno krzyczeć. Od pewnego momentu przestawał reagować - w sali panowała wtedy złowroga cisza.

Zachowanie eksperymentatora

Eksperymentatora grał zawodowy aktor o bardzo oficjalnym wyglądzie, ubrany w fartuch laboratoryjny.
Jeśli w pewnym momencie nauczyciel zwracał się do eksperymentatora z wątpliwościami co do dalszego kontynuowania wstrząsów, eksperymentator odpowiadał:
  1. "Proszę kontynuować"
  2. "Eksperyment wymaga aby to kontynuować"
  3. "Proszę kontynuować, to jest absolutnie konieczne"
  4. "Nie masz innego wyboru, musisz kontynuować"
Jeśli pierwszy nakaz nie był skuteczny, stosowano drugi, dopiero potem trzeci i czwarty. Jeśli po 4 zdaniu badany nie był posłuszny, przerywano eksperyment. Jeśli po którymś ze zdań nauczyciel podporządkowywał się i stosował kolejny szok, to przy następnym zawahaniu lub pytaniu "eksperymentator" miał wypowiadać kolejne zdania od pierwszego do czwartego.
Gdy nauczyciel pytał, czy uczniowi może stać się krzywda, eksperymentator odpowiadał: "Wstrząsy mogą być bolesne, ale nie powodują uszkodzenia tkanek".
Jeśli nauczyciel mówił, że uczeń nie chce kontynuować, eksperymentator mówił: "Czy to się uczniowi podoba czy nie, musisz kontynuować aż on powtórzy poprawnie wszystkie pary słów".
Eksperymentator był pewny siebie i mówił zawsze stanowczym głosem, ale nie był niegrzeczny.

Zachowania nauczyciela

Rzeczywiste osoby badane odbierały eksperyment jako bardzo nieprzyjemny. W artykule Milgrama jest opis zachowania jednego z nich:
Miałem okazję obserwowania jednego z badanych - dojrzałego i zrównoważonego biznesmena, wchodzącego z uśmiechem i pewnością siebie do laboratorium. Po 20 minutach ten sam człowiek był trzęsącym się i wiercącym, jąkającym się nerwowo wrakiem na granicy załamania psychicznego. Bez przerwy wyłamywał sobie palce i pociągał się za ucho. W pewnym momencie przyłożył obie pięści do czoła ze słowami: "Boże niech się to wreszcie skończy". A jednak reagował na każde słowo badacza i posłusznie ulegał jego poleceniom aż do samego końca..
Wszystkie osoby badane (nauczyciele) w pewnym momencie zadawały pytanie o to, czy należy aplikować kolejny wstrząs elektryczny. Widać było, że badani męczyli się z powodu cierpień ofiary. Prosili badacza aby pozwolił im przestać. Gdy odmawiał, kontynuowali, ale trzęsąc się, pocąc, jąkając. Obgryzali paznokcie, niekiedy wybuchali nerwowym śmiechem. Niektórzy oszukiwali sądząc, że pozostanie to niezauważone i dawali ofierze mniejsze wstrząsy niż powinni.
Kilku badanych poprosiło, aby zwolnić ich z dalszej konieczności stosowania szoków. Chcieli też oddać pieniądze, które dostali za udział w badaniu (mimo, że na początku zaznaczano, że pieniądze dostają za samo przyjście do laboratorium, bez względu na to jak przebiegnie eksperyment).

Przewidywania wyników

Milgram zastanawiał się jak wiele osób dojdzie do końca skali i zaaplikuje najsilniejszy wstrząs (450V) uczniowi.
Badani (nauczyciele) mieli wiele powodów, dla których powinni w pewnym momencie przerwać eksperyment:
  • Uczeń bardzo wiarygodnie grał. Nauczyciele byli przekonani, że rzeczywiście rażą go prądem i wywołują jego coraz to silniejsze cierpienia. Dowodzą tego między innymi wywiady przeprowadzane z nauczycielami po zakończeniu eksperymentu.
  • Badani słyszeli w czasie przypinania ucznia do krzesła jak mówi on eksperymentatorowi, że ma kłopoty z sercem.
  • Mimo, że eksperymentator zapewniał, iż nie ma groźby "uszkodzenia tkanek" uczeń krzyczał, że jego serce nawala i histerycznie domagał się przerwania doświadczeń - słusznie twierdząc, że nikt nie ma prawa go tu trzymać.
  • Nauczyciele brali udział w eksperymencie na ochotnika. Oznacza to, że w dowolnym momencie, bez konsekwencji mogli wyjść z sali i zatrzymać pieniądze, o czym ich informowano tuż po samym zgłoszeniu się do laboratorium. Nie było żadnego wyraźnego przymusu pod którym należało dalej uczestniczyć w badaniu.
  • Badani nigdy wcześniej nie widzieli eksperymentatora ani ucznia i nie mieli ich także zobaczyć w przyszłości - nie było tu żadnych dalszych ewentualnych konsekwencji niesubordynacji.
  • Nauczyciele byli przekonani, że biorą udział w "badaniu wpływu kar na pamięć". Jednak od pewnego momentu "uczeń" odmawiał wszelkich odpowiedzi. Oznaczało to, że kontynuowanie eksperymentu mija się z celem.
  • Wykonywano losowanie przed eksperymentem, po to aby rzeczywista osoba badana - nauczyciel - miała przekonanie, iż ślepy traf zrządził, że to nie ona jest rażona prądem. Chodziło o wytworzenie identyfikacji z ofiarą.
  • Nauczyciele dostawali próbną dawkę szoku (o sile 45V) aby zwiększyć wiarygodność badania. Ten szok (10x słabszy niż ostatni szok, który aplikowano uczniowi) był odczuwany jako bolesny.
  • Nie było żadnego racjonalnego powodu, dla którego eksperymentator nie miałby sam aplikować wstrząsów uczniowi i "wyręczał się" nauczycielem.
  • Ochotnicy są (statystycznie) bardziej skłonni do ryzyka, odważniejsi i bardziej inteligentni niż typowi przedstawiciele populacji.
Gdy proszono studentów o przewidywanie wyników tak zaplanowanego eksperymentu, okazało się, że przeciętnie sądzili oni, iż do końca skali dojść może co najwyżej 1% nauczycieli.
Gdy proszono zawodowych psychiatrów (a więc specjalistów) o przewidzenie wyników, sądzili, że do końca skali dojść może najwyżej jedna osoba na tysiąc (jeden promil).

Rzeczywiste wyniki badania

W tak opisanym eksperymencie najsilniejszy szok zaaplikowało uczniowi 65% badanych. Nikt nie wycofał się, gdy ofiara wyraźnie o to prosiła, ani wtedy gdy zaczęła wołać o pomoc, nawet wtedy gdy wydawała okrzyki pełne bólu. 80% uczestników kontynuowało wstrząsy mimo tego, że uczeń wspominał, że ma kłopoty z sercem i krzyczał "Pozwólcie mi stąd wyjść!" (300 V).
Siła wstrząsu Osoby przerywające badanie Napięcie
Od "słaby", do "intensywny wstrząs"" 0 15-285 V
"Bardzo silny wstrząs" 5 osób 300 V
"Niezwykle silny wstrząs" 4 osoby 315 V
"Niezwykle silny wstrząs" 2 osoby 330 V
"Niezwykle silny wstrząs" 1 osoba 345 V
"Niezwykle silny wstrząs" 1 osoba 360 V
"Niebezpieczeństwo: poważny wstrząs" 1 osoba 375 V
XXX (435-450 V) 26 osób 450 V
Osoby, które doszły do końca skali były gotowe kontynuować eksperyment, gdy badacz decydował o jego zakończeniu.
Nie spodziewano się tak wysokiego odsetka całkowicie ulegających osób. Wyniki nie zmieniały się ze względu na wiek uczestników, nie odgrywała roli także płeć (kobiety i mężczyźni ulegali w ten sam sposób) ani narodowość.
Całkowita nietrafność przewidywań zarówno psychiatrów jak i studentów świadczy o braku świadomości presji, jaka wywierana jest na ludzi przez osoby obdarzone autorytetem oraz żywieniu złudzenia niezależności własnej osoby od wpływów innych ludzi (zobacz też: autowaloryzacja).
Ilość osób, które podporządkowują się nakazom eksperymentatora zależała od kilku czynników - zobacz sekcja Mutacje eksperymentu

Interpretacja

Dlaczego tak wiele osób zastosowało najsilniejszy szok?
Pierwsza odpowiedź jaka się nasuwa to, że większość ludzi (niemal 2/3) ma poważne zaburzenia i jest ukrytymi psychopatami lub sadystami. Prawdopodobnie tak właśnie myśleli psychiatrzy i studenci, którzy mieli przewidywać wyniki tego eksperymentu: Do końca skali mogą dojść jedynie osoby poważnie zaburzone - a takich ludzi jest ok. 1%.
Ta interpretacja jest jednak niesłuszna, na co wskazuje kilka faktów:
  • Badani po eksperymencie twierdzili, że było to jedno z najgorszych zdarzeń, jakie im się przytrafiło. Nikt nie czerpał przyjemności z udziału w eksperymencie.
  • Badani oszukiwali eksperymentatora, wtedy gdy myśleli że tego nie widzi. Na przykład zamiast zaaplikowania wstrząsu 300V wymierzali 15V. Gdyby badani byli sadystami należałoby oczekiwać oszukiwania w drugą stronę.
  • Milgram sprawdzał jakie cechy osobowości posiadają ludzie aplikujący najsilniejsze wstrząsy w porównaniu z tymi, którzy przerywali badanie w pewnym momencie. Okazało się, że nie wykrył żadnych istotnych różnic w cechach osobowości (z pewnym wyjątkiem, o którym niżej). Jest to szalenie zaskakujący wynik i konieczny do zinterpretowania.
Prawdopodobnie testy osobowości nie kłamią i rzeczywiście nie ma różnic między tymi, którzy aplikują najsilniejszy szok a tymi, którzy wycofywali się z badania. Milgram twierdził, że wszyscy, niezależnie od tego jak się zachowują, przeżywają olbrzymią presję na podporządkowanie się autorytetowi - ich przeżycia są więc podobne. Na dowód tego twierdzenia przytaczał m.in. fakt, że ani jedna osoba z tych, które przerwały eksperyment, nie weszła do sali ucznia, aby udzielić mu pomocy i odpiąć od krzesła, do którego był przywiązany.
Nikt z badanych nie zawiadomił władz uniwersytetu o tym, że w laboratorium człowiek rażony jest prądem.
Wynik eksperymentu interpretuje się więc jako objaw skłonności ludzi do podporządkowania się autorytetom, która jest u ludzi olbrzymia (w niektórych wariantach badania nawet 93% osób stosowało najsilniejsze szoki).
Sytuacja ma tu znacznie większy wpływ na zachowanie ludzi niż osobowość, pragnienia, przeżycia, motywy, postawy i wartości. O tym, że zachowaniem badanych kieruje autorytet, świadczą mutacje podstawowej wersji eksperymentu.

Mutacje eksperymentu

Eksperyment powtarzano w bardzo wielu odmianach, na wielu narodowościach - m.in. w Holandii, Niemczech, Hiszpanii, Włoszech, Australii i Jordanii - okazało się, że skłonność do podporządkowywania się jest wszędzie podobna.
Aby sprawdzić od czego zależy uległość osób badanych, skoro czynniki osobowościowe są tu zdecydowanie na drugim planie, zaaranżowano całą serię badań. Milgram przeprowadził ponad 20 różnych odmian eksperymentu z 1961 r.
  • W jednym z nich "uczeń" nie był widziany ani słyszany przez nauczyciela. Okazało się, że w takich warunkach odsetek osób, które doszły do końca skali (450V) wzrosła do 93%. Milgram zbadał także, że ilość osób ulegających autorytetowi zmniejsza się wraz z bliskością ofiary. Jeśli nauczyciel musiał siłą przyciskać rękę ucznia do elektrody (fizyczne zaangażowanie i duża bliskość), to ilość osób aplikujących 450V szok spadła do 23%.
  • Gdy eksperymentator nakazał nauczycielowi przerwanie badania z powodu zbyt silnych szoków, to nauczyciel bez dyskusji podporządkowywał się nawet, jeśli uczeń pewnym głosem twierdził, że może znieść jeszcze silniejsze wstrząsy.
  • Jeśli w sali było dwóch eksperymentatorów, którzy w pewnym momencie zaczynali się spierać o to, czy kontynuować eksperyment, to "nauczyciel" zwykle spoglądał to na jedną, to na drugą osobę, próbując zrozumieć, kto jest "prawdziwym" autorytetem i kogo należy posłuchać. Jeśli nie dawało się tego rozstrzygnąć, przerywał badanie.
  • Jeśli badany mógł sam decydować jaki szok zaserwować uczniowi, nikt nie przekroczył dawki 45V, co pokazuje dodatkowo jak bardzo badani działali wbrew własnej woli.
  • Jeśli "prawdziwy" eksperymentator wychodził z sali i pozostawiał swojego "pomocnika", badani ulegali mu w znacznie mniejszym stopniu. Okazało się także, że skłonność do ulegania autorytetowi rośnie wraz z jego fizyczną bliskością. Jeśli eksperymentator wydawał polecenia z innego pomieszczenia np. przez telefon, ilość ulegających osób zmniejszała się.
  • Jeśli w pewnym momencie eksperymentator i uczeń zamieniali się miejscami (eksperymentator siadał na miejscu ucznia, zaś "uczeń" miał kierować działaniami nauczyciela), to badani nadal słuchali osoby, którą uznawali za "prawdziwego badacza". Jeśli "uczeń" (teraz w roli eksperymentatora) nakazywał kontynuowanie eksperymentu, zaś rażony prądem eksperymentator nakazywał przerwanie go, 100% nauczycieli przerywało badanie.
  • Uległość badanych zależała także od tego, czy mieli jakiegoś sojusznika. Jeśli w eksperymencie występowało trzech "eksperymentatorów", z których pierwszy wycofywał się po pierwszym prawdziwym okrzyku bólu ofiary, a drugi zaraz potem, to jedynie 10% badanych aplikowało najsilniejszy wstrząs.
  • Jeszcze inna wersja eksperymentu polegała na rażeniu prądem (tym razem naprawdę) chomików, z którymi wcześniej bawiły się osoby badane (jedynie kobiety). Badacze zastanawiali się, czy uczucia opiekuńcze, które powinny wyzwolić się w pierwszej fazie badania, przeszkodzą w aplikowaniu chomikom silnych wstrząsów. Jednak ilość osób podporządkowujących się autorytetowi nie uległa zmianie.
Czynnikami, które nasilały posłuszeństwo badanych były:
  • Bliskość autorytetu i stopień jego zaakceptowania jako "prawdziwego autorytetu" (zobacz: np. charyzma)
  • Zinstytucjonalizowanie autorytetu. Jeśli eksperymentator był spostrzegany np. jako pracownik uniwersytetu, to uległość badanych rosła (podobnie dzieje się, gdy za daną osobą stoi inna instytucja np. urząd, wojsko, szpital itp.)
  • Brak bezpośredniego kontaktu lub duży dystans do ofiary.
  • Autorytaryzm badanych (charakteryzujący się uwielbieniem dla autorytetów) - badani autorytarni byli nieco bardziej ulegli (częściej stosowali maksymalne szoki). Jednak ten wpływ osobowości był mało znaczący.
Zmniejszały uległość:
  • Niemożność uniknięcia odpowiedzialności za cierpienia ofiary.
  • Sprzeczne nakazy różnych osób obdarzonych autorytetem.
  • Obecność innych osób które sprzeciwiają się nakazom autorytetu (sprzymierzeńcy)
  • Bliskość ofiary (fizyczna bądź emocjonalna)

Krytyka

Wielu badaczy zarzucało Milgramowi zbytnią ufność w to, że zachowania ujawnione w eksperymencie będą pojawiać się także w codziennym życiu. Badani polegali na eksperymentatorze, czuli się od niego zależni, środowisko w którym się znaleźli było im nieznane. W takich warunkach rośnie posłuszeństwo i w związku z tym zachowanie badanych nie jest reprezentatywne codziennego życia.
Odpowiedź Milgrama brzmiała tak: "Osoba, która przychodzi do laboratorium jest dorosła, aktywna, zdolna do dokonywania wyborów, zatem jest w stanie przyjąć lub odrzucić skierowane do niej polecenie podjęcia określonego działania"
Wobec eksperymentu wysuwano także krytyczne uwagi natury moralnej. Badacze twierdzili, że okrucieństwo któremu poddani byli badani (nauczyciele) równać się może jedynie temu, które sami zadali rzekomej ofierze.
W odpowiedzi Milgram powoływał się na doniosłość wyników eksperymentu oraz na wypowiedzi badanych. 84% z nich twierdziło, że jest zadowolone z uczestniczenia w badaniu i uznało eksperyment za pouczający. Tylko jeden procent badanych żałował, że odpowiedział na ogłoszenie w gazecie. Po roku od zakończenia eksperymentu przeprowadzono badania psychiatryczne na osobach, które najsilniej przeżyły doświadczenie. Okazało się, że eksperyment nie pozostawił w ich psychice żadnego trwałego śladu (zobacz też: PTSD).

Oddziaływanie eksperymentu Milgrama

Badania Milgrama rozpoczęły debatę nad etycznym aspektem eksperymentów psychologicznych. Obecnie etyka badań psychologicznych nakazuje między innymi dostarczenie pełnej informacji o przebiegu badań i uzyskanie świadomej zgody uczestników, nie ujawnianie danych personalnych uczestników, dbanie o to aby żaden z badanych nie doznał krzywdy ani dyskomfortu itp. Wyjątkiem jest tu sytuacja, w której jedynym możliwym sposobem przeprowadzenia ważnego badania jest wprowadzenie badanych w błąd. W takim wypadku jednak konieczne jest przeprowadzenie sesji wyjaśniającej po eksperymencie (tzw. odkłamanie). Zatwierdzeniem planów badawczych zajmują się często komisje uniwersyteckie. Szczegółowy kodeks etyczny psychologa można znaleźć na wikiźródłach.
Doświadczenia Milgrama są dzisiaj uważane za jedne z najdonośniejszych (a z pewnością najsłynniejszych) i jednocześnie najbardziej kontrowersyjnych w historii psychologii[12], zarówno z powodów etycznych, jak i istotności tego zagadnienia w świecie realnym.
Po wielu latach od zakończenia serii pierwotnych eksperymentów badania w tej dziedzinie nadal były prowadzone. Na przestrzeni lat stopień podporządkowania się autorytetom nie zmienił się[13]. Trudno znaleźć podręcznik psychologii społecznej, gdzie nie byłoby choćby wzmianki o powyższej serii badań.
Źródło: http://www.eioba.pl  

Użyj mózgu i myśl za siebie.  
Kuki

NARKOTYKIINFO.PL

darmowy hosting obrazków





Kampania informacyjno-edukacyjna „NARKOTYKIINFO.PL - czysta informacja” skierowana jest do młodych ludzi szczególnie do studentów oraz do rodziców i opiekunów.
Celem kampanii jest dotarcie do jak największej liczby młodych ludzi z pełna informacją na temat tego co się wiąże z używaniem środków psychoaktywnych. Jednym z głównych aspektów kampanii jest poradnia on-line, by każdy mógł przez kontakt z specjalistą rozwiać swoje wątpliwości, uzyskać poradę i pomoc. Pragniemy być w zasięgu młodych ludzi, w ich środowisku. Zamierzone cele realizowaliśmy poprzez akcje informacyjne organizowane na trójmiejskich uczelniach, debaty organizowane w Klubach Akademickich.
Czysta informacja to czysty przekaz, rzetelna informacja.

Kampania finansowana jest ze środków Miasta Gdańsk i stanowi element Gdańskiego Programu Przeciwdziałania Narkomanii. Realizowana od 2009 roku. Realizatorem kampanii jest Towarzystwo Profilaktyki Środowiskowej 'Mrowisko”.






Kuki.

wtorek, 29 maja 2012

" Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie " - Arden Paul

darmowy hosting obrazków



Tytuł: Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie
Wydawnictwo: Insignis Wydawnictwo
Ilość stron: 144
Rok wydania: 2008
Opis:
COKOLWIEK MYŚLISZ, POMYŚL ODWROTNIE to odważny atak na nasz sposób postrzegania życia, pracy i otaczającego świata. Zamiast udzielać typowych, nudnych rad, Paul Arden zaskakuje ciętymi uwagami, maksymami i paradoksami, które mają za zadanie podważyć nasze zdroworozsądkowe myślenie. Niezależnie od tego, czy studiujesz, tworzysz, produkujesz, sprzedajesz, zarządzasz czy kupujesz, Arden zainspiruje cię swoim oryginalnym podejściem, zabawnymi anegdotami, wspaniale dobranymi zdjęciami i niekonwencjonalnymi cytatami z wypowiedzi artystów, naukowców i filozofów.

Bardzo pomysłowa i inspirująca książka, przedstawiająca świat wielkich odkryć, korporacji i pomysłów, które powstały w wyniku oderwania się ich autorów od norm oraz podjęcia ryzyka, które zaowocowało wielkim sukcesem. Pozytywny materiał, który pozwala wierzyć, że zdeterminowany człowiek z pomysłem jest w stanie osiągnąć wiele, mimo życiowych schodów i początkowego skazania na klęskę przez społeczeństwo. Gorąco polecam !






Uwierz w siebie i nie pozwól, by ktoś tej wiary Cię pozbawił !


Kuki.




poniedziałek, 28 maja 2012

Zulu Clownz - Jesteśmy tu by coś zmienić !

darmowy hosting obrazków


ZULU CLOWNZ.

   Jest to projekt powstały w wyniku współpracy dwóch indywidualistów tanecznych, którzy pod skrzydłami organizacji Universal Zulu Nation, do której przynależą, postanowili ukierunkować swoje działania zgodnie z zasadami organizacji.


darmowy hosting obrazków


   Universal Zulu Nation posługuje się kulturą Hip Hop jako narzędziem by zamieniać negatywne aspekty życia społecznego, dając im pozytywną alternatywę w postaci artystycznego wyrażania siebie w jej elementach takich jak rap, taniec, DJing czy graffiti. Zulu Clownz jako ekipa wykorzystują taniec Clown Walk by wprowadzić nową, świeżą alternatywę wyrażania siebie, spędzania wolnego czasu, kreowania własnej osoby wraz z takimi wartościami jak wzajemny szacunek, działanie w pokoju, nie zaś poszukiwanie rozwiązywania spraw za pomocą agresji oraz wspólna dobra zabawa. Clown Walk jako taniec swoją inspirację wziął z ruchów rytualnych gangu Crips, ale jako taniec uformowany w latach 90tych jest od tego odskocznią dającą właśnie pozytywną alternatywę zamiast negatywnej.

Zulu Clownz tworzą:
- Łukasz Pączkowski – Kuki
- Bartosz Kopeć – Snem

    Zarówno jeden i jak i drugi z tancerzy od początku swojej przygody z tańcem, będąc samoukami w tej dziedzinie, stawiają na indywidualizm. Kuki oraz Snem poszukując sposobów na wyrażenie siebie w tańcu Clown Walk inspirują się innymi stylami tanecznymi rozbudowując swoje warsztaty o breakdance, rocking, krump, new style, locking oraz wszelkie inne style taneczne, które wpłyną inspirująco na ich twórczość. Świat tańca Clown Walk mimo kilkuletniej egzystencji w Polsce jest nadal stylem dosyć niszowym na co Zulu Clownz chcą wpłynąć. Wśród osiągnięć tego duetu można wyróżnić wygrane na zawodach oraz meetingach w takich miastach jak: Koszalin, Wrocław, Poznań, Katowice czy Leszno.
    Ze względu na duże doświadczenie często są zapraszani do udziału w zawodach jako sędziowie. Po za zmaganiami rywalizacyjnymi od kilku lat prowadzą zajęcia taneczne na zlecenie różnych organizacji i szkół tańca w wielu miastach w całym kraju. Na swoich kontach mają także współpracę z czołowymi raperami z Polski jak i artystami z zagranicy, m.in.: Rahim, Fokus, PIH, Fabuła, Sobota, Tony Jazzu, Don Guralesko, Icon the Mic King, Caddy One.
Kuki biorąc udział w castingu do programu „You Can Dance” jako pierwszy w historii tego właśnie programu zaprezentował Clown Walk co spotkało się z pozytywnym odbiorem przez jury.



darmowy hosting obrazków

   Snem oraz Kuki wcześniej jako indywidualni tancerze, teraz jako Zulu Clownz w wyniku wymiany poglądów i doświadczeń, stworzyli wspólnie program nauczania tańca Clown Walk opierający się na wiedzy, świadomości oraz wykorzystywania twórczej kreatywności uczestników zajęć, pozwalając im już w trakcie warsztatów przedstawić swój charakter w inny, nowy taneczny sposób. 



Pierwszy wspólny projekt, powstały w grudniu 2011.









WORKSHOPS BOOKING:
Telefon: 781-091-774
E-mail: zulu_kuki@hotmail.com






Zulu Clownz na facebook:
http://www.facebook.com/ZuluClownz